HISTORIA
STANDARD

ZDROWIE

SZKOLENIE
STRZYŻENIE
WYSTAWY
RANKING
HODOWLE
SZCZENIAKI
REPRODUKTORY
WYDARZENIA
RÓŻNE

FORUM
ADOPCJE

LINKI

NAPISZ DO MNIE


Webmaster
Olga K.Forlicz

Webmaster
Ostatnia aktualizacja: 02.05.2008
(c)right by
Ewa & Patrycja Spotan

Hosted by AtBIG

SZCZENIAKI

Hodowla czarnego teriera od podszewki

Czy ktoś z Państwa kiedykolwiek zastanawiał się jak de facto wygląda hodowla czarnego teriera? Jakie problemy miewają hodowcy i przed jakimi dylematami muszą stawać? Książki i internet pełne są różnorodnych porad dla przyszłych właścicieli szczeniąt. Jak wybrać odpowiednią hodowlę, właściwe szczenię, jak odchować malucha. Na rynku nie brakuje tego typu poradników. Wystarczy tylko poszukać. A jak wygląda to wszystko od strony hodowcy?

Nie tak różowo, jak mogłoby się powszechnie wydawać. Hodowla czarnego teriera nie jest łatwa. Szczególnie, jeśli jest się prawdziwym pasjonatem rasy, który chce coś w swojej hodowli osiągnąć. Ale po kolei. Hodowca ma za zadanie wyhodować zwierzę, które swoją anatomią odpowiada cechom określonym we wzorcu rasy. Jak powszechnie wiadomo ideałów na świecie nie ma. Każdy pies ma większe lub mniejsze niedoskonałości, które można by poprawić. Jednak im bliżej psu do wzorca tym lepiej.

Niekiedy zdarza się, że w miocie rodzi się szczenię, które niestety nie będzie mogło brać udziału w wystawach, a tym samym zostać zakwalifikowane do hodowli, gdyż np.: ma zgryz inny niż nożycowy, ma braki w uzębieniu, jest wnętrem (jedno- lub obustronnym), ma kolor inny niż czarny. Są to cechy, które nie przeszkadzają psu w normalnym funkcjonowaniu, a mimo to sprawiają, iż według wzorca jest on wykluczony z dalszej hodowli. Szczeniaki nie wychodzą jak spod sztancy, a nierzadko takie niespodzianki zdarzają się naprawdę pięknym szczeniakom. Wówczas jest to podwójny smutek dla hodowcy, a prawdziwa okazja dla osoby, która nie koniecznie chce psa wystawiać. Ma ona możliwość za nieduże pieniądze kupić ładne szczenię z dobrej hodowli, o ciekawym rodowodzie.

Drugą bardzo ważną kwestią jest charakter naszego czernysza, bo to właśnie za ten niepowtarzalny charakter kochamy tę rasę. Wzorzec wyraźnie określa cechy psychiczne jakie powinien posiadać nasz pies. Istotne jest zatem by do hodowli używać psy o zrównoważonym charakterze, a starać się eliminować psy nadmiernie agresywne czy bojaźliwe.

Kolejnym niebywale istotnym zagadnieniem jest zdrowie. Czarny terier oprócz tego, że powinien być piękny i mądry, powinien być przede wszystkim zdrowy. Ruskie teriery, jak każda rasa, mają swoje problemy. Mogą mieć kłopoty z układem moczowym (kamienie w pęcherzu i w nerkach), układem pokarmowym (trzustka, wątroba), uszami (jak w przypadku każdego psa z obwisłym uchem), uczuleniami, grzybicami (broda). Są to choroby, które mogą, ale nie muszą przytrafić się naszemu czernyszowi. Trzeba sobie jednak zdawać sprawę z ich istnienia. Jak w przypadku każdej dużej rasy może pojawić się też dysplazja.

Dysplazja jest to choroba, którą bardzo trudno wyeliminować z hodowli, gdyż nie dziedziczy się wprost i nie wykryto jeszcze genu bądź sekwencji genów, które są za nią odpowiedzialne. Istnieje też kilka teorii na temat jej podłoża. Według niektórych jest to schorzenie o podłożu wyłącznie genetycznym, według innych na rozwój choroby mają wpływ również czynniki środowiskowe, takie jak złe żywienie czy prowadzenie szczenięcia. Jak jest naprawdę ? Każda z tych teorii ma swoich zagorzałych zwolenników, którzy sypią naukową literaturą jak z rękawa i są święcie przekonani o słuszności swoich racji.

Spójrzmy jednak na fakty. Specjalista z ramienia VDH (związku kynologicznego w Niemczech) od samego początku wprowadził bardzo ostrą gradację (jedną z najsurowszych w Europie) przy ocenie stawów biodrowych. Jednocześnie wprowadzono obowiązek prześwietlania psów, dopuszczając do hodowli zwierzęta z wynikami „A”, ”B” i „C”. Psy z wynikami „C” mogły być krzyżowane jedynie z psami o wyniku „A”. Efekt ? Ponad połowa psów nie została zakwalifikowana do hodowli. Drastyczne ograniczenie puli genetycznej zaowocowało „niemieckim” typem czarnego teriera (znacznie odbiegającym od wzorca), a dysplazja jak była tak jest. Pojawił się problem zbyt bliskiego pokrewieństwa, co zmusiło hodowców do korzystania z psów mieszkających poza granicami Niemiec, by pozyskać nowy materiał genetyczny. Prześwietlenia reproduktorów z krajów ościennych oceniane były według nieco łagodniejszych kryteriów, a jednocześnie posiadały wyniki („A”, ”B” i „C”) dopuszczające je do hodowli według niemieckich przepisów. Był to dobry sposób na obejście zbyt rygorystycznych niemieckich kryteriów. Obecnie hodowcy pracują nad poprawą anatomii swoich psów, co zajmie im trochę czasu. W hodowli niestety już tak jest, że bardzo łatwo jest coś popsuć, a trzeba całych pokoleń by coś naprawić i utrwalić. Pierwsze efekty napływu świeżej krwi już są widoczne, więc jest nadzieja, że już niedługo dorównają do europejskiej czołówki.

Sceptyk może zawsze powiedzieć, że czarny terier to młoda rasa i być może potrzeba więcej czasu na wyeliminowanie tego schorzenia. Otóż niekoniecznie, czego świetnym przykładem są owczarki niemieckie. Pomimo bardzo ostrej selekcji dysplazji w dalszym ciągu nie udało się wyeliminować. Dysplazja to problem nie tylko owczarków, ale wszystkich dużych ras. Gdyby wszystko w kwestii tej choroby było jasne, już dawno udałoby się ją wyeliminować. W końcu wiele z tych ras jest bardzo starych, od wieków udoskonalanych przez hodowców. A jednak tak nie jest! Statystyki mówią same za siebie. Kojarzenie psów z wynikiem A czy B wcale nie daje nam gwarancji, że wszystkie szczenięta w miocie będą zdrowe. Zwiększamy jedynie w ten sposób swoje szanse na uzyskanie zdrowych szczeniąt. Dysplazja jest chorobą dziedziczną do 5 pokolenia wstecz. Tą formułkę zna wielu. A ilu z nas pamięta o tym, że geny recesywne przekazywane są do kilkunastu, a niekiedy kilkudziesięciu pokoleń wstecz. W sytuacji, gdy nie wiemy, które geny determinują dysplazję, daje to do myślenia!

Szukając psa do krycia hodowca staje przed problemem, że ani w Polsce ani tym bardziej w ojczyźnie rasy w Rosji nie ma obowiązku prześwietlania stawów. Dopiero od niedawna zaczęto prześwietlać psy pomimo braku oficjalnego obowiązku. W związku z tym nawet jeśli uda się znaleźć prześwietlonego psa, to i tak nie wiemy nic o stawach jego rodziców lub dziadków. A dysplazja jak wiadomo ciągnie się przez pokolenia. Poza tym prawda jest taka, że ¾ rosyjskich psów nadal nie jest prześwietlana, a linii całkowicie wolnej od dysplazji po prostu nie ma.

Czarny terier jest bardzo młodą rasą i większość populacji nadal mieszka w Rosji. To co najlepsze nadal znajduje się za wschodnią granicą. Hodowcy nie mogą sobie pozwolić na ograniczenie materiału genetycznego poprzez używanie do hodowli jedynie prześwietlonych psów. Doprowadziłoby to do kryć w bardzo bliskim pokrewieństwie, a na efekty zbyt bliskich inbredów nie musielibyśmy długo czekać. Karłowatość, bezpłodność, pogorszenie kondycji zdrowotnej czy problemy z zębami to tylko niektóre z zagrożeń jakie mogłyby się pojawić. A może być jeszcze gorzej. Na świat mogą przychodzić szczeniaki z poważnymi wadami genetycznymi, które z miejsca trzeba usypiać, by zaoszczędzić im cierpień w przyszłości. Czy fanatyczna walka z chorobą, której i tak póki co nie jesteśmy w stanie wyeliminować jest tego warta? Trzeba sobie zdać sprawę, że problem dysplazji jest dużo bardziej złożony niż się niektórym wydaje. Walka z dysplazją nie powinna się sprowadzać do bezdusznej licytacji na literki! Czy warto unicestwiać tę cudną rasę, by po raz kolejny przekonać się, że nie tędy droga?

Hodowcy starają się unikać dysplazji, a jednak ona co jakiś czas występuje. Co to oznacza dla hodowcy w praktyce? Z naszych doświadczeń wynika, że dysplazja ciężka tzn. „D” czy „E” występuje rzadko. Bardzo wiele psów o stawach „C” charakteryzuje się wspaniałym ruchem i nie wykazuje jakichkolwiek objawów choroby. Często wyniki prześwietlenia są dla właścicieli szokiem, bo ich psy normalnie biegają, skaczą, szaleją, a więc skąd taki wynik? Rzadko zdarza się, że z powodu dolegliwości związanych z chorobą pies musi być operowany. Co nie znaczy, że takich przypadków nie ma. Patrząc jednak na całość populacji są to wypadki nieliczne. Najczęściej kończy się na podawaniu leków wspomagających funkcjonowanie stawów. Rynek pełen jest najróżniejszych środków poprawiających kondycje naszych zwierząt.

Podobne doświadczenia muszą mieć twórcy rasy, skoro nie wprowadzili jak dotąd obowiązku prześwietleń stawów (tak samo jak Związek Kynologiczny w Polsce). Kto jak kto, ale Rosjanie wiedzą najlepiej co jest właściwe dla ich rasy. Czarny terier to duma ich kraju i zapewne Rosjanie jako pierwsi narzuciliby ostre kryteria selekcji psów przeznaczonych do hodowli, gdyby zaistniało realne niebezpieczeństwo dla rozwoju, a tym samym przyszłości rasy. To w końcu oni byli przy początkach tworzenia tej rasy i przez lata obserwowali i nadal obserwują kierunek jej rozwoju. Zaufajmy tym, którzy wiedzą o czernyszach najwięcej i zamiast stale negować uczmy się od najlepszych!

Prawdziwy pasjonat rasy jest w stanie zrobić wiele, by choć o krok zbliżyć się do ideału – psa pięknego, zrównoważonego i zdrowego. Cała sztuka polega bowiem na tym, by połączyć te trzy cechy. Stąd biorą się te wyprawy na drugi koniec Polski, czy wręcz Europy, by pokryć swoją sukę wartościowym reproduktorem, by uzyskać jak najlepsze szczeniaki. Często ma to przełożenie na cenę takiego szczeniaka. Wszystko niestety kosztuje. Gdyby policzyć koszty takiego krycia, odchowania miotu i wystaw matki szczeniąt, okazuje się że hodowca wcale nie dorabia się na tym przedsięwzięciu kokosów, lecz w najlepszym wypadku wychodzi na zero. Nie to jest jednak w tym wszystkim najważniejsze. Najważniejsza jest potem satysfakcja oglądania jak maluchy, podrostki, a z czasem dorosłe psy rozwijają się i wyrastają na pięknych przedstawicieli rasy. Widok takiego psa w ringu wynagradza wszystkie trudy!

Odpowiedzialni hodowcy starają się prześwietlać swoje suki i kojarzyć je z psami, które mają jak najlepsze wyniki stawów („A”, „B”). Nie powinno to być jednak jedyne kryterium doboru, gdyż w ten sposób usypialibyśmy jedynie nasze sumienie, a nie przeciwdziałali powielaniu niepożądanych cech. Dobierając suki czy reproduktory do krycia hodowcy zwracają baczną uwagę na to, co te osobniki przekazują, co niosą ich linie, a w rezultacie jakie dają dzieci. Stąd biorą się decyzje by użyć do hodowli psa o nieco gorszych stawach („C”) bądź psa nieprześwietlonego, bo jego rodowód jest bardzo wartościowy, on sam bardzo efektowny, a potomstwo jest nie tylko zdrowe (pamiętajmy że czernysze to nie tylko problemy z dysplazją), ale i ładne. Odpowiedzialni hodowcy nie używają świadomie do hodowli zwierząt z wynikami stawów „D” czy „E”.

W genetyce nic nie jest proste, a 2 + 2 nie zawsze równa się 4. Kryjąc mała sukę dużym psem bynajmniej nie uzyskamy psów o średnim wzroście, a skojarzenie dwóch przepięknych multichampionów nie daje recepty na uzyskanie miotu championów. Gdyby tak było, na wystawach pokazywanoby same championy, a za hodowlę mógłby się zabrać każdy. A tym czasem jedni mają większe sukcesy, inni mniejsze. Od czego to zależy? Cóż, jak do wszystkiego potrzebny jest talent, niezbędne jest także dobre oko do psów, wiedza, mnóstwo serca, pieniądze i trochę szczęścia. Skąd wiadomo czy nasz hodowca posiada akurat te cechy? Nic prostszego, spójrzmy na jego dorobek hodowlany. Efekty jego pracy mówią same za siebie.

Hodowca stale powinien obserwować postęp w rasie. Stąd biorą się te, niezrozumiałe dla laików, wyjazdy na wystawy, które wbrew mniemaniu wielu nie są pokazem próżności, lecz okazją do przeglądu pogłowia. Mamy wówczas możliwość obejrzeć efekty kolejnych skojarzeń, zweryfikować swoje poglądy i wyciągnąć wnioski, które linie należy ze sobą krzyżować, a które wręcz przeciwnie. To na wystawach mamy szanse znajdować reproduktory i oglądać ich potomstwo. To właśnie spotkania wystawowe są okazją do wymiany poglądów na temat rasy. Tam miłośnicy czernyszy mogą zasięgnąć porad i czerpać z wiedzy bardziej doświadczonych hodowców. Bez wystaw nie byłoby też możliwe zdobycie ocen niezbędnych do uzyskania przez psa/sukę statusu reproduktora/suki hodowlanej. Nie należy się więc dziwić hodowcy, który widząc ładne zwierzę namawia jego właścicieli na wystawy. To jedyne miejsce, gdzie może zaprezentować innym swoje osiągnięcia. Biorąc pod uwagę ile trudu kosztowało go, by ten maluch pojawił się na świecie, może warto czasem zrobić mu tą przyjemność i w miarę możliwości pokazać psa na kilku wystawach.

Reasumując czarny terier to młoda rasa, która tak naprawdę cały czas się rozwija. Rasa, której my wszyscy stale się uczymy. Ruskie teriery są w porównaniu z innymi rasami dużo mniej obciążone chorobami, a ciężka dysplazja zdarza się im stosunkowo rzadko. Są to psy o niepowtarzalnym charakterze i efektownym wyglądzie. Kupując szczenię nie mylmy pasjonatów z producentami, a hodowców z pseudohodowcami. Czernysze z każdym rokiem zyskują na popularności, a wraz ze wzrostem popytu, na rynku pojawia się coraz więcej miotów małych terierów. Moda wyrządziła już krzywdę niejednej rasie. Rządza szybkiego zysku kusi wielu do zajęcia się czarnym terierem. Pamiętajmy, że tam gdzie w grę wchodzą pieniądze, kończą się sentymenty. A tam gdzie nie ma serca, nie ma miejsca na pasję. Nie wspierajmy ludzi produkujących szczenięta z nieprzemyślanych skojarzeń. Nie wspierajmy ludzi mnożących bezpapierowe szczeniaki. Nie pozwólmy zniszczyć naszej ukochanej rasy! Zbyt dużo mamy do stracenia!

Patrycja Spotan
Hodowla ”Willa Taira”



Dla nikogo nie jest tajemnicą, że w środowisku hodowców nie zawsze dobrze się dzieje. Zdarzają się drobne nieporozumienia i poważne burze. Współzawodniczymy ze sobą w hodowli, konkurujemy w ringu. Każdy z nas chce być najlepszy. Każdy z nas lubi wygrywać na wystawach. Nie zawsze potrafimy pohamować swoje emocje względem siebie, ale co by się nie działo prawdziwych pasjonatów łączy zawsze jedno - miłość do czarnego teriera. Wszyscy chcemy by rasa rozwijała się we właściwym kierunku. Wkładamy wiele wysiłku w odchowanie naszych szczeniąt i znalezienie im jak najlepszych domów. Kiedy trzeba potrafimy zewrzeć szeregi i stanąć murem wobec osób, które postępują nieetycznie. Mamy nadzieję, że tak będzie nadal, tym bardziej teraz, gdy rasa staje się coraz bardziej popularna.

Powyższy tekst jest skromną próbą przybliżenia osobom zainteresowanym rasą punktu widzenia hodowcy. Wiele zagadnień zostało pominiętych, wiele tylko pobieżnie opisanych. O hodowli psów powstało w końcu wiele grubych tomów. Chętnych zapraszamy do ich lektury i rozmowy z hodowcami. Tym krótkim tekstem chcieliśmy jedynie skłonić do przemyśleń i uzmysłowić, że w hodowli nic nie jest proste i oczywiste. Nic nie jest białe albo czarne. Nim poślemy gromy na swojego hodowcę czasem warto postawić się na jego miejscu. Zobaczyć ten sam problem z innej perspektywy.

Mamy nadzieję, że udało nam się uzmysłowić Państwu ile trudu kosztuje nas byście mogli cieszyć się swoimi pociechami. Tym bardziej zależy nam więc, by młode czernysze rozwijały się w prawidłowy sposób, by wyrosły na wspaniałych kompanów, by były prezentowane na wystawach. Pamiętajcie, że dobry hodowca to nie taki, który tanio sprzeda Wam szczeniaka, nie taki który da gwarancje, że pies będzie zdrowy, bezproblemowy, a na czole ma napis champion. Dobry hodowca to taki, który zawsze służy radą, który będzie się cieszył Waszymi sukcesami, ale też pomoże w razie jakichkolwiek problemów. Taki, który będzie służył wsparciem i dobrym słowem, bo nie sztuka być dobrym gdy jest dobrze. Sztuką jest trwać gdy jest źle. Dlatego dobrze się zastanówcie nim wybierzecie swojego hodowcę, bo hodowca nie powinien być Waszym wrogiem, a przyjacielem. Tylko dzięki współpracy obu stron możliwy jest sukces. Hodowca jest pomysłodawcą krycia, oddaje właścicielom malucha, ale to właściciel musi go odpowiednio odchować. Dlatego nie zapominajmy! Nie jesteśmy po dwóch stronach barykady! Mamy wspólny cel! Współpracujmy więc ze sobą, bo we współpracy tkwi nasza siła!


Patrycja Spotan – Hodowla „Willa Taira”

Ewa i Jerzy Binkowscy – Hodowla „z Osgiliathu”

Iwona i Piotr Szramscy – Hodowla „Iwola”

Agata Piotrowska – Hodowla „Argus Electra”

Małgorzata Pudłowska – Hodowla „z Norblińskiej Doliny”

Iwona Wielewska – Hodowla „Filos”

Magdalena i Romuald Janiccy & Ludmiła Janicka-Parylak – Hodowla „z Ruskich Bylin”