 |
|
 |
|
Hodowla czarnego teriera od
podszewkiCzy ktoś z
Państwa kiedykolwiek zastanawiał się jak de facto wygląda hodowla czarnego
teriera? Jakie problemy miewają hodowcy i przed jakimi dylematami muszą
stawać? Książki i internet pełne są różnorodnych porad dla przyszłych
właścicieli szczeniąt. Jak wybrać odpowiednią hodowlę, właściwe szczenię,
jak odchować malucha. Na rynku nie brakuje tego typu poradników. Wystarczy
tylko poszukać. A jak wygląda to wszystko od strony hodowcy?
Nie tak różowo, jak mogłoby się powszechnie wydawać. Hodowla czarnego
teriera nie jest łatwa. Szczególnie, jeśli jest się prawdziwym pasjonatem
rasy, który chce coś w swojej hodowli osiągnąć. Ale po kolei. Hodowca ma
za zadanie wyhodować zwierzę, które swoją anatomią odpowiada cechom
określonym we wzorcu rasy. Jak powszechnie wiadomo ideałów na świecie nie
ma. Każdy pies ma większe lub mniejsze niedoskonałości, które można by
poprawić. Jednak im bliżej psu do wzorca tym lepiej.
Niekiedy zdarza się, że w miocie rodzi się szczenię, które niestety nie
będzie mogło brać udziału w wystawach, a tym samym zostać zakwalifikowane
do hodowli, gdyż np.: ma zgryz inny niż nożycowy, ma braki w uzębieniu,
jest wnętrem (jedno- lub obustronnym), ma kolor inny niż czarny. Są to
cechy, które nie przeszkadzają psu w normalnym funkcjonowaniu, a mimo to
sprawiają, iż według wzorca jest on wykluczony z dalszej hodowli.
Szczeniaki nie wychodzą jak spod sztancy, a nierzadko takie niespodzianki
zdarzają się naprawdę pięknym szczeniakom. Wówczas jest to podwójny smutek
dla hodowcy, a prawdziwa okazja dla osoby, która nie koniecznie chce psa
wystawiać. Ma ona możliwość za nieduże pieniądze kupić ładne szczenię z
dobrej hodowli, o ciekawym rodowodzie.
Drugą bardzo ważną kwestią jest charakter naszego czernysza, bo to właśnie
za ten niepowtarzalny charakter kochamy tę rasę. Wzorzec wyraźnie określa
cechy psychiczne jakie powinien posiadać nasz pies. Istotne jest zatem by
do hodowli używać psy o zrównoważonym charakterze, a starać się eliminować
psy nadmiernie agresywne czy bojaźliwe.
Kolejnym niebywale istotnym zagadnieniem jest zdrowie. Czarny terier
oprócz tego, że powinien być piękny i mądry, powinien być przede wszystkim
zdrowy. Ruskie teriery, jak każda rasa, mają swoje problemy. Mogą mieć
kłopoty z układem moczowym (kamienie w pęcherzu i w nerkach), układem
pokarmowym (trzustka, wątroba), uszami (jak w przypadku każdego psa z
obwisłym uchem), uczuleniami, grzybicami (broda). Są to choroby, które
mogą, ale nie muszą przytrafić się naszemu czernyszowi. Trzeba sobie
jednak zdawać sprawę z ich istnienia. Jak w przypadku każdej dużej rasy
może pojawić się też dysplazja.
Dysplazja jest to choroba, którą bardzo trudno wyeliminować z hodowli,
gdyż nie dziedziczy się wprost i nie wykryto jeszcze genu bądź sekwencji
genów, które są za nią odpowiedzialne. Istnieje też kilka teorii na temat
jej podłoża. Według niektórych jest to schorzenie o podłożu wyłącznie
genetycznym, według innych na rozwój choroby mają wpływ również czynniki
środowiskowe, takie jak złe żywienie czy prowadzenie szczenięcia. Jak jest
naprawdę ? Każda z tych teorii ma swoich zagorzałych zwolenników, którzy
sypią naukową literaturą jak z rękawa i są święcie przekonani o słuszności
swoich racji.
Spójrzmy jednak na fakty. Specjalista z ramienia VDH (związku
kynologicznego w Niemczech) od samego początku wprowadził bardzo ostrą
gradację (jedną z najsurowszych w Europie) przy ocenie stawów biodrowych.
Jednocześnie wprowadzono obowiązek prześwietlania psów, dopuszczając do
hodowli zwierzęta z wynikami „A”, ”B” i „C”. Psy z wynikami „C” mogły być
krzyżowane jedynie z psami o wyniku „A”. Efekt ? Ponad połowa psów nie
została zakwalifikowana do hodowli. Drastyczne ograniczenie puli
genetycznej zaowocowało „niemieckim” typem czarnego teriera (znacznie
odbiegającym od wzorca), a dysplazja jak była tak jest. Pojawił się
problem zbyt bliskiego pokrewieństwa, co zmusiło hodowców do korzystania z
psów mieszkających poza granicami Niemiec, by pozyskać nowy materiał
genetyczny. Prześwietlenia reproduktorów z krajów ościennych oceniane były
według nieco łagodniejszych kryteriów, a jednocześnie posiadały wyniki
(„A”, ”B” i „C”) dopuszczające je do hodowli według niemieckich przepisów.
Był to dobry sposób na obejście zbyt rygorystycznych niemieckich
kryteriów. Obecnie hodowcy pracują nad poprawą anatomii swoich psów, co
zajmie im trochę czasu. W hodowli niestety już tak jest, że bardzo łatwo
jest coś popsuć, a trzeba całych pokoleń by coś naprawić i utrwalić.
Pierwsze efekty napływu świeżej krwi już są widoczne, więc jest nadzieja,
że już niedługo dorównają do europejskiej czołówki.
Sceptyk może zawsze powiedzieć, że czarny terier to młoda rasa i być może
potrzeba więcej czasu na wyeliminowanie tego schorzenia. Otóż
niekoniecznie, czego świetnym przykładem są owczarki niemieckie. Pomimo
bardzo ostrej selekcji dysplazji w dalszym ciągu nie udało się
wyeliminować. Dysplazja to problem nie tylko owczarków, ale wszystkich
dużych ras. Gdyby wszystko w kwestii tej choroby było jasne, już dawno
udałoby się ją wyeliminować. W końcu wiele z tych ras jest bardzo starych,
od wieków udoskonalanych przez hodowców. A jednak tak nie jest! Statystyki
mówią same za siebie. Kojarzenie psów z wynikiem A czy B wcale nie daje
nam gwarancji, że wszystkie szczenięta w miocie będą zdrowe. Zwiększamy
jedynie w ten sposób swoje szanse na uzyskanie zdrowych szczeniąt.
Dysplazja jest chorobą dziedziczną do 5 pokolenia wstecz. Tą formułkę zna
wielu. A ilu z nas pamięta o tym, że geny recesywne przekazywane są do
kilkunastu, a niekiedy kilkudziesięciu pokoleń wstecz. W sytuacji, gdy nie
wiemy, które geny determinują dysplazję, daje to do myślenia!
Szukając psa do krycia hodowca staje przed problemem, że ani w Polsce ani
tym bardziej w ojczyźnie rasy w Rosji nie ma obowiązku prześwietlania
stawów. Dopiero od niedawna zaczęto prześwietlać psy pomimo braku
oficjalnego obowiązku. W związku z tym nawet jeśli uda się znaleźć
prześwietlonego psa, to i tak nie wiemy nic o stawach jego rodziców lub
dziadków. A dysplazja jak wiadomo ciągnie się przez pokolenia. Poza tym
prawda jest taka, że ¾ rosyjskich psów nadal nie jest prześwietlana, a
linii całkowicie wolnej od dysplazji po prostu nie ma.
Czarny terier jest bardzo młodą rasą i większość populacji nadal mieszka w
Rosji. To co najlepsze nadal znajduje się za wschodnią granicą. Hodowcy
nie mogą sobie pozwolić na ograniczenie materiału genetycznego poprzez
używanie do hodowli jedynie prześwietlonych psów. Doprowadziłoby to do
kryć w bardzo bliskim pokrewieństwie, a na efekty zbyt bliskich inbredów
nie musielibyśmy długo czekać. Karłowatość, bezpłodność, pogorszenie
kondycji zdrowotnej czy problemy z zębami to tylko niektóre z zagrożeń
jakie mogłyby się pojawić. A może być jeszcze gorzej. Na świat mogą
przychodzić szczeniaki z poważnymi wadami genetycznymi, które z miejsca
trzeba usypiać, by zaoszczędzić im cierpień w przyszłości. Czy fanatyczna
walka z chorobą, której i tak póki co nie jesteśmy w stanie wyeliminować
jest tego warta? Trzeba sobie zdać sprawę, że problem dysplazji jest dużo
bardziej złożony niż się niektórym wydaje. Walka z dysplazją nie powinna
się sprowadzać do bezdusznej licytacji na literki! Czy warto unicestwiać
tę cudną rasę, by po raz kolejny przekonać się, że nie tędy droga?
Hodowcy starają się unikać dysplazji, a jednak ona co jakiś czas
występuje. Co to oznacza dla hodowcy w praktyce? Z naszych doświadczeń
wynika, że dysplazja ciężka tzn. „D” czy „E” występuje rzadko. Bardzo
wiele psów o stawach „C” charakteryzuje się wspaniałym ruchem i nie
wykazuje jakichkolwiek objawów choroby. Często wyniki prześwietlenia są
dla właścicieli szokiem, bo ich psy normalnie biegają, skaczą, szaleją, a
więc skąd taki wynik? Rzadko zdarza się, że z powodu dolegliwości
związanych z chorobą pies musi być operowany. Co nie znaczy, że takich
przypadków nie ma. Patrząc jednak na całość populacji są to wypadki
nieliczne. Najczęściej kończy się na podawaniu leków wspomagających
funkcjonowanie stawów. Rynek pełen jest najróżniejszych środków
poprawiających kondycje naszych zwierząt.
Podobne doświadczenia muszą mieć twórcy rasy, skoro nie wprowadzili jak
dotąd obowiązku prześwietleń stawów (tak samo jak Związek Kynologiczny w
Polsce). Kto jak kto, ale Rosjanie wiedzą najlepiej co jest właściwe dla
ich rasy. Czarny terier to duma ich kraju i zapewne Rosjanie jako pierwsi
narzuciliby ostre kryteria selekcji psów przeznaczonych do hodowli, gdyby
zaistniało realne niebezpieczeństwo dla rozwoju, a tym samym przyszłości
rasy. To w końcu oni byli przy początkach tworzenia tej rasy i przez lata
obserwowali i nadal obserwują kierunek jej rozwoju. Zaufajmy tym, którzy
wiedzą o czernyszach najwięcej i zamiast stale negować uczmy się od
najlepszych!
Prawdziwy pasjonat rasy jest w stanie zrobić wiele, by choć o krok zbliżyć
się do ideału – psa pięknego, zrównoważonego i zdrowego. Cała sztuka
polega bowiem na tym, by połączyć te trzy cechy. Stąd biorą się te wyprawy
na drugi koniec Polski, czy wręcz Europy, by pokryć swoją sukę
wartościowym reproduktorem, by uzyskać jak najlepsze szczeniaki. Często ma
to przełożenie na cenę takiego szczeniaka. Wszystko niestety kosztuje.
Gdyby policzyć koszty takiego krycia, odchowania miotu i wystaw matki
szczeniąt, okazuje się że hodowca wcale nie dorabia się na tym
przedsięwzięciu kokosów, lecz w najlepszym wypadku wychodzi na zero. Nie
to jest jednak w tym wszystkim najważniejsze. Najważniejsza jest potem
satysfakcja oglądania jak maluchy, podrostki, a z czasem dorosłe psy
rozwijają się i wyrastają na pięknych przedstawicieli rasy. Widok takiego
psa w ringu wynagradza wszystkie trudy!
Odpowiedzialni hodowcy starają się prześwietlać swoje suki i kojarzyć je z
psami, które mają jak najlepsze wyniki stawów („A”, „B”). Nie powinno to
być jednak jedyne kryterium doboru, gdyż w ten sposób usypialibyśmy
jedynie nasze sumienie, a nie przeciwdziałali powielaniu niepożądanych
cech. Dobierając suki czy reproduktory do krycia hodowcy zwracają baczną
uwagę na to, co te osobniki przekazują, co niosą ich linie, a w rezultacie
jakie dają dzieci. Stąd biorą się decyzje by użyć do hodowli psa o nieco
gorszych stawach („C”) bądź psa nieprześwietlonego, bo jego rodowód jest
bardzo wartościowy, on sam bardzo efektowny, a potomstwo jest nie tylko
zdrowe (pamiętajmy że czernysze to nie tylko problemy z dysplazją), ale i
ładne. Odpowiedzialni hodowcy nie używają świadomie do hodowli zwierząt z
wynikami stawów „D” czy „E”.
W genetyce nic nie jest proste, a 2 + 2 nie zawsze równa się 4. Kryjąc
mała sukę dużym psem bynajmniej nie uzyskamy psów o średnim wzroście, a
skojarzenie dwóch przepięknych multichampionów nie daje recepty na
uzyskanie miotu championów. Gdyby tak było, na wystawach pokazywanoby same
championy, a za hodowlę mógłby się zabrać każdy. A tym czasem jedni mają
większe sukcesy, inni mniejsze. Od czego to zależy? Cóż, jak do
wszystkiego potrzebny jest talent, niezbędne jest także dobre oko do psów,
wiedza, mnóstwo serca, pieniądze i trochę szczęścia. Skąd wiadomo czy nasz
hodowca posiada akurat te cechy? Nic prostszego, spójrzmy na jego dorobek
hodowlany. Efekty jego pracy mówią same za siebie.
Hodowca stale powinien obserwować postęp w rasie. Stąd biorą się te,
niezrozumiałe dla laików, wyjazdy na wystawy, które wbrew mniemaniu wielu
nie są pokazem próżności, lecz okazją do przeglądu pogłowia. Mamy wówczas
możliwość obejrzeć efekty kolejnych skojarzeń, zweryfikować swoje poglądy
i wyciągnąć wnioski, które linie należy ze sobą krzyżować, a które wręcz
przeciwnie. To na wystawach mamy szanse znajdować reproduktory i oglądać
ich potomstwo. To właśnie spotkania wystawowe są okazją do wymiany
poglądów na temat rasy. Tam miłośnicy czernyszy mogą zasięgnąć porad i
czerpać z wiedzy bardziej doświadczonych hodowców. Bez wystaw nie byłoby
też możliwe zdobycie ocen niezbędnych do uzyskania przez psa/sukę statusu
reproduktora/suki hodowlanej. Nie należy się więc dziwić hodowcy, który
widząc ładne zwierzę namawia jego właścicieli na wystawy. To jedyne
miejsce, gdzie może zaprezentować innym swoje osiągnięcia. Biorąc pod
uwagę ile trudu kosztowało go, by ten maluch pojawił się na świecie, może
warto czasem zrobić mu tą przyjemność i w miarę możliwości pokazać psa na
kilku wystawach.
Reasumując czarny terier to młoda rasa, która tak naprawdę cały czas się
rozwija. Rasa, której my wszyscy stale się uczymy. Ruskie teriery są w
porównaniu z innymi rasami dużo mniej obciążone chorobami, a ciężka
dysplazja zdarza się im stosunkowo rzadko. Są to psy o niepowtarzalnym
charakterze i efektownym wyglądzie. Kupując szczenię nie mylmy pasjonatów
z producentami, a hodowców z pseudohodowcami. Czernysze z każdym rokiem
zyskują na popularności, a wraz ze wzrostem popytu, na rynku pojawia się
coraz więcej miotów małych terierów. Moda wyrządziła już krzywdę niejednej
rasie. Rządza szybkiego zysku kusi wielu do zajęcia się czarnym terierem.
Pamiętajmy, że tam gdzie w grę wchodzą pieniądze, kończą się sentymenty. A
tam gdzie nie ma serca, nie ma miejsca na pasję. Nie wspierajmy ludzi
produkujących szczenięta z nieprzemyślanych skojarzeń. Nie wspierajmy
ludzi mnożących bezpapierowe szczeniaki. Nie pozwólmy zniszczyć naszej
ukochanej rasy! Zbyt dużo mamy do stracenia!
Patrycja Spotan
Hodowla ”Willa Taira”
Dla nikogo nie jest tajemnicą, że w środowisku hodowców nie zawsze dobrze
się dzieje. Zdarzają się drobne nieporozumienia i poważne burze.
Współzawodniczymy ze sobą w hodowli, konkurujemy w ringu. Każdy z nas chce
być najlepszy. Każdy z nas lubi wygrywać na wystawach. Nie zawsze
potrafimy pohamować swoje emocje względem siebie, ale co by się nie działo
prawdziwych pasjonatów łączy zawsze jedno - miłość do czarnego teriera.
Wszyscy chcemy by rasa rozwijała się we właściwym kierunku. Wkładamy wiele
wysiłku w odchowanie naszych szczeniąt i znalezienie im jak najlepszych
domów. Kiedy trzeba potrafimy zewrzeć szeregi i stanąć murem wobec osób,
które postępują nieetycznie. Mamy nadzieję, że tak będzie nadal, tym
bardziej teraz, gdy rasa staje się coraz bardziej popularna.
Powyższy tekst jest skromną próbą przybliżenia osobom zainteresowanym rasą
punktu widzenia hodowcy. Wiele zagadnień zostało pominiętych, wiele tylko
pobieżnie opisanych. O hodowli psów powstało w końcu wiele grubych tomów.
Chętnych zapraszamy do ich lektury i rozmowy z hodowcami. Tym krótkim
tekstem chcieliśmy jedynie skłonić do przemyśleń i uzmysłowić, że w
hodowli nic nie jest proste i oczywiste. Nic nie jest białe albo czarne.
Nim poślemy gromy na swojego hodowcę czasem warto postawić się na jego
miejscu. Zobaczyć ten sam problem z innej perspektywy.
Mamy nadzieję, że udało nam się uzmysłowić Państwu ile trudu kosztuje nas
byście mogli cieszyć się swoimi pociechami. Tym bardziej zależy nam więc,
by młode czernysze rozwijały się w prawidłowy sposób, by wyrosły na
wspaniałych kompanów, by były prezentowane na wystawach. Pamiętajcie, że
dobry hodowca to nie taki, który tanio sprzeda Wam szczeniaka, nie taki
który da gwarancje, że pies będzie zdrowy, bezproblemowy, a na czole ma
napis champion. Dobry hodowca to taki, który zawsze służy radą, który
będzie się cieszył Waszymi sukcesami, ale też pomoże w razie jakichkolwiek
problemów. Taki, który będzie służył wsparciem i dobrym słowem, bo nie
sztuka być dobrym gdy jest dobrze. Sztuką jest trwać gdy jest źle. Dlatego
dobrze się zastanówcie nim wybierzecie swojego hodowcę, bo hodowca nie
powinien być Waszym wrogiem, a przyjacielem. Tylko dzięki współpracy obu
stron możliwy jest sukces. Hodowca jest pomysłodawcą krycia, oddaje
właścicielom malucha, ale to właściciel musi go odpowiednio odchować.
Dlatego nie zapominajmy! Nie jesteśmy po dwóch stronach barykady! Mamy
wspólny cel! Współpracujmy więc ze sobą, bo we współpracy tkwi nasza siła!
Patrycja Spotan – Hodowla „Willa Taira”
Ewa i Jerzy Binkowscy – Hodowla „z Osgiliathu”
Iwona i Piotr Szramscy – Hodowla „Iwola”
Agata Piotrowska – Hodowla „Argus Electra”
Małgorzata Pudłowska – Hodowla „z Norblińskiej Doliny”
Iwona Wielewska – Hodowla „Filos”
Magdalena i Romuald Janiccy & Ludmiła Janicka-Parylak – Hodowla „z Ruskich
Bylin”
|